Piątek rano, tramwaj o siódmej czterdzieści. Stoimy na czerwonym świetle. Czytam nagłówek i parskam śmiechem. Właściciele mieszkań żalą się w gazecie. Ich zdanie brzmi: „Masakra, nikt się nie odzywa”.

Trzy lata temu znałam to zdanie z drugiej strony. Przeszłam wtedy casting na lokatora. Stałam z teczką w kolejce na schodach. Przede mną i za mną stało pół miasta. Wszyscy chcieli obejrzeć to samo mieszkanie. Meblościanka i okno na śmietnik.

Jak wyglądał mój casting na lokatora

Ogłoszenie stawiało trzy warunki: „Bez zwierząt, bez studentów, tylko umowa o pracę”. Ja miałam kota i działalność na B2B. Pan od kluczy chciał list motywacyjny. Wysłałam mu list, faktury i selfie. Po tygodniu przyszła odpowiedź: „Odezwiemy się do pani”.

Czekałam z telefonem przy poduszce. Telefon milczał cały miesiąc. Potem obejrzałam kolejne mieszkania. Każda rozmowa kończyła się tym samym zdaniem. Kot spał na mojej teczce z fakturami. Ja odświeżałam ogłoszenia do drugiej w nocy.

Skąd pomysł na piosenkę

W tamtym tramwaju wszystko się odwróciło. Ofert przybywa. Chętnych brakuje. Ogłoszenie po remoncie i blisko metra wisi od wakacji. Telefon właścicielki milczy od ponad dwóch miesięcy. Nawet targowanie o cenę ucichło. Jej mieszkanie na wynajem stoi puste i czeka.

Wysiadłam na swoim przystanku z gotowym refrenem. Pierwsze dwie linijki wzięłam prosto z gazety. Słowa brzmią tak: „Nikt się nie odzywa, nikt nie dzwoni, nikt nie pisze”. Czwartą linijkę dopisałam od siebie: „z kluczami czekajcie w ciszy”. To moja odpowiedź po trzech latach.

Rynek najmu załatwił to sam. Ofert zrobiło się więcej od chętnych. Wystarczył brak chętnych na mieszkanie przez jedno lato. Nagle mój kot przestaje komuś przeszkadzać. Moje B2B też.

Jak brzmi ta piosenka

Chciałam muzyki jak z infolinii. Taka melodyjka gra w słuchawce przy długim czekaniu. Dlatego słychać tu gitarę w rytmie bossa novy. Do tego wibrafon i dwa tony dzwonka. Pod spodem leży ciepły bas i szybkie talerze.

Na początku gra sama gitara. Ja śpiewam słodko dwie linijki refrenu. Potem wchodzi bit. Zwrotki rapuję leniwie i spokojnie. Mam czas. Przy refrenie wchodzi cała ekipa. Znajomi odkrzykują jedno słowo: „nikt!”. Na domówce krzyczy już cały pokój.

Najtrudniejsza linijka

Najdłużej siedziałam nad mostkiem. Muzyka tam staje. Zostaje sama pętla gitary. Brzmi to jak koniec piosenki. Wtedy dzwonię pod jedno ogłoszenie.

Chciałam zadzwonić z tymi samymi papierami. Mam tego samego kota i to samo B2B. Przez te dwie rzeczy odpadałam z każdej kolejki. Teraz mówię je na początku rozmowy. Do tego proponuję niższą cenę.

Dobra, dzwonię pod numer. Pan odbiera po pierwszym sygnale.
„Dzień dobry, w sprawie mieszkania. Mam kota i jestem na B2B.
I dam mniej, niż jest w ogłoszeniu.”
„Zapraszam! Dziś? Jutro? Kiedy pani chce!”

Ostatnie zdanie mostka pisałam przez dwa wieczory. Miałam dziesięć wersji z ostrą puentą. Każda brzmiała jak kłótnia w komentarzach. Potem przypomniałam sobie tamte schody. Odpowiedź czekała tam od trzech lat. Oddałam panu jego własne zdanie: „Dziękuję. Odezwę się do pana”. Mówię to grzecznie i bardzo spokojnie.

Na samym końcu dzwoni telefon. Jeden sygnał i cisza. On oddzwania. Ja pozwalam mu dzwonić.

Dla kogo jest ta piosenka

Ta piosenka jest dla ludzi z teczką na schodach. Pisaliście listy motywacyjne do obcych panów z kluczami. Pamiętam was z tamtej kolejki.

Jest też trochę dla właścicieli. Teraz to oni czekają przy telefonie. Ja przeglądam ogłoszenia bez pośpiechu. Pierwszy raz sama mówię, ile dam za czynsz.

Cały tekst i teledysk są na stronie piosenki Nikt się nie odzywa. Inne newsy w moich piosenkach są na stronie Kaja Kawalerka.

Wyślij ją komuś po castingu na lokatora. Szukasz teraz mieszkania? Napisz pod teledyskiem, kto u ciebie dzwoni pierwszy.